Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twarz i ciało. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twarz i ciało. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 czerwca 2017

Dermokosmetyki NovaClear Atopis - co o nich sądze po 3 tygodniach stosowania?

Pod koniec maja otrzymałam paczkę z dwoma produktami firmy NovaClear Atopis. W przesyłce znalazły się dermokometyki: balsam do ciała i żel do mycia ciała i twarzy. Rzadko używam dermokosmetyków, dlatego byłam bardzo zadowolona i ciekawa tych produktów. Po ponad 3 tygodniach regularnego stosowania przyszedł czas na recenzję :)
Może najpierw kilka słów o produktach. Kosmetyki NocaClear Atopis przeznaczone są do skóry atopowej, wrażliwej i suchej. Nie powodują podrażnień, maja naturalne pH, są pozbawione drażniących substancji chemicznych. Według producenta żel do mycia ciała ma za zadanie: delikatnie myć, uzupełniać niedobór lipidów przez co wpływa na odbudowę naturalnego płaszcza hydrolipidowego naskórka, odbudowywać naturalny płaszcz hydrolipidowy naskórka zapewniając skuteczne i długotrwałe nawilżenie i natłuszczenie skóry. Stosowałam ten produkt 3 tyg na twarz i ciało zgodnie z zaleceniami. Rzeczywiście produkt nie przesusza, jest delikatny, nie powoduje uczucia suchości skóry. Nawet, gdy czasem z różnych przyczyn nie nałożyłam kremu na noc, rano skóra twarzy była w dobrej kondycji. Dodatkowym atutem jest brak zapachu. Konsystencja żelu jest podobna do kiślu.
Do 2 rzeczy mogę się przyczepić mieć zastrzeżenia:
- opakowanie kosmetyku, a dokładniej dozownik - niestety zaraz po otwarciu opakowania żel wylewa się gdzie popadnie
- skład kosmetyku: mamy tutaj tylko 2 składniki aktywne. Nie jestem osobą, która zwraca uwagę na 100% naturalny skład, ale osobom, które to robią produkt może nie przypaść do gustu.
 
Balsamu do ciała używałam razem z żelem do mycia. Według mnie ten duet bardzo dobrze się sprawdza. Moja skóra bardzo dobrze reagowała na balsam, który ją nawilżał i wygładzał. Efekty były odczuwalne na skórze długo po aplikacji, nawet pod koniec następnego dnia. Opakowanie jest takie samo jak w przypadku żeli, jednak ze względu na konsystencję balsamu nie wylewa się zaraz po otwarciu tubki. Produkt tak jak żel jest bezwonny, co jest wielkim atutem. Niestety przy aplikacji bardzo się "marze" tzn. podczas rozsmarowywania powstają białe smugi, których wtarcie zajmuje trochę czasu, szczególnie jeżeli zaaplikujemy zbyt dużo balsamu.Produkt bardzo dobrze się wchłania, nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze, nie topi się podczas upałów.
Oba produkty są bardzo przyjemne w stosowaniu mimo paru wad. Niestety jedną, ważną pewnie dla dużej ilości z Was będzie skład. Generalnie jest chemiczny, ma w sobie tylko 2 składniki aktywne: olej z pestek konopii i ekstrakt z lukrecji (gdzieś na szarym końcu). Ale przyjrzyjmy się mu bliżej:
- Aqua - woda
- Paraffinum Liquidum - olej parafinowy. Jest to substancja pochodzenia chemicznego - otrzymywana z ropy naftowej.Tworzy tłusty film, powodując zatykanie porów, przez co skóra pozostaje bez dostępu tlenu. W kosmetyce naturalnej w miejsce parafiny stosowane są oleje: migdałowy, avokado, i inne. Raczej składnik niepolecany.
- Cetearyl Alcohol - alkohol cetylowy, używany jako emulgator. Nie ma negatywnego wpływu na skórę
-  Glyceryl Stearate - otrzymywany z tłoczenia olejku kokosowego, słonecznikowego. Jest emulgatorem, nie ma negatywnego wpływu na skórę
- Glycerin - gliceryna. O tym chyba nie trzeba pisać :) są zwolennicy i przeciwnicy.
- Cannabis Sativa Seed Oil - olej z pestek konopi. O konopi pisałam już na blogu: zapraszam tu: (link)
- Laureth-9 - Alkohol laurylowy. Umożliwia powstanie emulsji 
- Propylene Glycol - glikol propylenowy. Substancja pochodzenia chemicznego - otrzymywana z ropy naftowej. Może wywoływać alergie, w wysokim stężeniu działa podrażniająco na skórę.
- Ceteareth-20 - kolejny emulgator......
- Glycyrrhiza Glabra Rhizome/Root Extract - ekstrakt z korzenia lukrecji - łagodzi podrażnienia, przyśpiesza gojenie, zmniejsza zaczerwienienia, regeneruje, rozjaśnia
Allantoin - alantoina - działa łagodząco
- Caprylyl Glycol - glikol karylowy. Substancja zapobiegająca wysychaniu kosmetyku
- Sodium Hydroxide - wodorotlenek sodu - regulator pH. Dozwolony, ale w ograniczonym stężeniu
- Carbomer - karbomer zagęstnik
- Lactic Acid - kwas mlekowy. Kwas mlekowy stosowany jest głównie w balsamach do pielęgnacji skóry suchej, przesuszonej, a w wyższych stężeniach np. do zrogowaciałej skóry stóp.
- Disodium EDTA - konserwant. Jak już pisałam nie raz na blogu - składnik niezalecany do stosowania przez kobiety w ciąży, Phenoxyethanol i Ethylhexylglycerin - konserwant.
I teraz nie wiem co napisać..... Po analizie składu balsamu odechciało mi się analizy składu żelu :) Nie tak wyobrażałam sobie dermokosemetyki dla osób wrażliwych. Generalnie nie mam nic przeciwko stosowania chemii w kosmetyce, o ile nie jest szkodliwa. Oba produkty polubiły się z moją skórą, ale nie wiem, czy tak samo by było w przypadku osób wrażliwych, alergicznych lub z atopowym zapaleniem skóry.
Żel kosztuje - 18,60 zł za 200 ml, a balsam - 22 zł również za 200 ml. Wydaje mi się, że w takiej kwocie lub dokładając niewiele można kupić produkty o lepszym składzie. Produkty zużyję do końca, gdyż nie wywołują u mnie podrażnień, ale po zagłębieniu się w skład na pewno nie kupię ich ponownie.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Mój pierwszy raz z firmą Tołpa. Recenzja płynu micelarnego

Pomimo, iż mam już swojego ulubieńca w kategorii płyny micelarne (o którym możecie przeczytać tutaj) skusiłam się na wypróbowanie kosmetyku od firmy Tołpa, gdyż nigdy nie używałam kosmetyków tej firmy. Czy mnie zachwycił? Jak się sprawdził? Jeżeli jesteście ciekawe - zapraszam do lektury.

Według producenta produkt ma za zadanie usuwać makijaż i zanieczyszczenia. Jest delikatny i ma fizjologiczne pH, dzięki czemu można go używać również do demakijażu oczu. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Pozostawia uczucie komfortu. Opis krótki aczkolwiek zwięzły i na temat. Czy rzeczywiście spełnia oczekiwania? 
Demakijaż rozpoczynałam on aplikacji produktu na płatek kosmetyczny i przyłożenie go do oka. Mimo, iż nie noszę ciężkiego makijażu oczu (tylko tusz do rzęs, czasami delikatny cień + kreska czarną kredką) płyn miał problem z rozpuszczeniem tuszu. Na jedno oko musiałam zużyć kilka płatków, a po dokładnym usunięciu makijażu oczy były dość wymęczone tarciem (tylko przyłożenie płatka nie wystarczało). Dodatkowo po okiem tworzyła się panda z resztek mascary, co oznaczało dodatkowe tarcie tej wrażliwej okolicy. Podczas testowania płynu używałam kilku różnych tuszy, żeby sprawdzić, czy tak jest w każdym przypadku i niestety tak. Płyn nie radził sobie z żadnym tuszem: Maybelline Lash Sensational, Bourjouis Twist me up i Lancome Grandiose. Należy również uważać przy aplikacji na płatek - przy zbyt dużej ilości produkt może dostać się do oka i jest to mało przyjemne. Bardzo dobrze się za to sprawdził to oczyszczania skóry z podkładu po zmyciu olejkiem. Skóra nie była podrażniona, ściągnięta tylko przyjemnie nawilżona i gotowa do aplikacji kremu :) pytanie ile jest w tym zasługi tego płynu, a ile olejku, którym wówczas zmywałam twarz? Nie będę miała okazji się przekonać, gdyż buteleczkę wykończyłam, a więcej go nie kupię. Dodam tylko, iż produkt otrzymał nagrodę miesięcznika InStyle. Jak mam być szczera nie wiem za co......

Używałyście płynu tego lub innego płynu do demakijażu Tołpy? Jakie są Wasze opinie?

środa, 7 czerwca 2017

Jeunesse Cosmetics - kosmetyki z solą z Morza Martwego pod lupą - czy warto?

Witam serdecznie :)


Dziś chciałam przedstawić Wam 3 produkty mało znanej firmy w Polsce Jeunesse Cosmetics. Przez ostatnie kilka miesięcy miałam możliwość ich testowania i mimo, iż są dostępne za granicą lub w sklepach internetowych pomyślałam, że moja opinia może się Wam przydać, jeżeli kiedyś traficie na te kosmetyki w sieci lub sklepie. Tym bardziej, że nie należą do najtańszych.....

Na początek trochę o firmie. Kosmetyki Jeunesse są produkowane w Izraelu i opierają się na składnikach aktywnych pochodzących z Morza Martwego. Produkty, których używałam w ostatnim czasie pochodzą z serii Czas SPA. Linia ta ma zadbać nie tylko o naszą skórę poprzez bogactwo składników aktywnych, ale również i zmysły i samopoczucie poprzez swoje kompozycje zapachowe.

To po kolei:

Ochronny krem do stóp:

Producent deklaruje, że naturalne składniki z Morza Martwego wygładzają i zmiękczają skórę stóp. Polecany do skóry suchej, pękającej, zmęczonej. Moja opinia będzie trochę dłuższa :)
Krem zapakowany jest w białą tubkę, z której bardzo dobrze wyciska się odpowiednią ilość kremu. W mojej ocenie opakowanie jest zwyczajnie, nie zachwyca, ale i nie razi. Ładnie wygląda na stoliku przy łóżku :) 
 
 Krem jest dość gęsty, od razu można wyczuć, że zawarta jest w nim gliceryna. Nie jest tłusty, ale również nie jest bardzo lekki - jego całkowite wchłonięcie zabiera trochę czasu, więc polecam smarować tuż przed snem. Przyjemnie się rozprowadza na skórze, nie lepi do pościeli, aczkolwiek jeżeli po aplikacji chcemy założyć skarpetki lub chodzić w kapciach po domu musimy odczekać ok 20-30 min do całkowitego wchłonięcia. Czego nie da się przeoczyć to zapach kremu. Waniliowo kokosowy jest bardzo dobrze wyczuwalny podczas aplikacji i utrzymuje się dość długi po niej. Jeżeli nie mamy zamienników to na dłuższą metę może być nużący, a nawet męczący (chyba że ktoś jest wielkim fanem kokosa i wanilii :)) Przy regularnym stosowaniu widzimy poprawę w nawilżeniu skóry - znikają białe, suche miejsca, a pięty rzeczywiście stają się miękkie. 

Skład niestety nie powala na kolana, Jak mam być szczera to za taką cenę (ok. 45 zł) spodziewałam się czegoś lepszego. Gliceryna znajduje się na 2 miejscu zaraz po wodzie. Dość wysoko, ponieważ na 5 i 6 miejscu znajduje się olej ze słodkich migdałów i wosk pszczeli. Dalej już chemia, chemia, chemia, aż w połowie składu znajdujemy wyciąg z nasion kasztanowca, masło shea, ekstrakt z arniki i tak długo wyczekiwaną przeze mnie sól z Morza Martwego.

Reasumując: krem może i spełnia zapewnienia producenta, ale według mnie za niższą cenę możemy kupić taki sam lub nawet lepszy produkt. Dla mnie również minusem jest zbyt długi czas wchłonięcia kosmetyku i jego uciążliwy zapach. Osoby wrażliwe może przyprawić nawet o ból głowy. Nie polecam. Jeżeli szukacie fajnego kremu do stóp polecam mój wpis z zeszłej wiosny o kremie Podologic (link).

Drugim produktem, którego ostatnio używałam jest sól do kąpieli. O niej króciutko. Aromatyczna sól do kąpieli zawiera minerały z Morza Martwego, zapach ma relaksować i działać antystresowo. W opakowaniu możemy wyczuć przyjemny, lawendowy zapach, który niestety po wsypaniu produktu do wanny zanika. Nie zauważyłam żadnego większego nawilżenia bądź zmiękczenia skóry podczas jej stosowania, więc w obecnej chwili używam jej do moczenia stóp przed pedicure. Opakowanie 600g kosztuje ok. 50-60zł. 
 

Last but not least - Lawendowy, nawilżający balsam do ciała. Jest z tej samej linii zapachowej co sól do stóp, jednak od razu można powiedzieć, że zapach jest bardziej intensywny. Lawendę czuć na naszym ciele przez cały dzień, więc jeżeli ktoś nie lubi zapachu balsamu na sobie to nie polecam. Balsam znajduje się w opakowaniu 250 ml z pompką. Nie muszę Wam chyba wspominać jak bardzo lubię takie opakowania :) Mimo, iż pompka jest w kolorze złota, za którym za bardzo nie przepadam, buteleczka bardzo ładnie prezentuje się w łazience, w mojej opinii, właśnie przez ten mały akcent.
 
 
 
Balsam pozostawia na skórze film, który nie jest wyczuwalny jakieś 10 min po aplikacji. Jeżeli więc jesteście z tych, co nie lubią czekać na wchłonięcie - nie będziecie zadowolone. Nawilżenie jakie nam daje czujemy przez następną dobę, więc to jest duży plus. Kosmetyk nie roluje się w przypadku aplikacji zbyt dużej ilości produktu, nie spływa a w ciepłe dni.
W mojej opinii nie jest to zły produkt, ale nie zachwycił mnie. Dodatkowym minusem jest fakt że kosztuje $18 (ok. 70 zł). Jeżeli ktoś ma chęć kupić balsam za taką kwotę - proszę bardzo, ale wydaje mi się, że za połowę tej ceny jesteśmy w stanie kupić lepszy produkt.

Ode mnie na dziś to tyle. Jeżeli spotkałyście się kiedyś z tą firmą i znacie ich produkty dajcie znać co sądzicie.

http://www.jeunesse-cosmetics.com/spa-time/42-spa-time-hydro-body-cream-jeunesse.html

środa, 31 maja 2017

Goldwell - profesjonalny szampon do włosów. Czy rzeczywiście taki pro?

Ostatnimi czasy udało mi się przetestować/zużyć trochę szamponów do włosów. Nie wiem dlaczego nie opisywałam ich na bieżąco, ale teraz postaram się to nadrobić :) Zupełnie przypadkowo w moje ręce jakiś czas temu wpadł szampon firmy Goldwell nadający połysk włosom farbowanym. Jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii - zapraszam do czytania.

Szampon kupiłam z myślą o mojej mamie, która stale farbuje włosy. Od razu pokusiłam się na profesjonalne opakowanie o pojemności 1200 ml. Przecież szampon fryzjerski nie może być zły? Otóż moja mamę niestety uczulił i dostałam go w spadku.


Szampon ma za zadanie delikatnie oczyszczać skórę głowy, chronić kolor przed blaknięciem dzięki zawartym filtrom UV. Po umyciu włosy maja być promieniste, wygładzone oraz dobrze odżywione i oczyszczone. Z oczyszczeniem skóry głowy i włosów zgadzam się w 100%. Produkty do stylizacji zmywa bardzo dobrze, dodatkowo jest bardzo wydajny i dobrze się pieni. Przy włosach za łopatki stosowałam 2 pompki, po obcięciu - jedną. Po umyciu zawsze czułam, że włosy są świeże i zadbane. Dodatkowo nie przetłuszcza włosów, co dla mnie jest dużym atutem. Minusem jest problem z rozczesaniem, ale odżywka w spray'u zniwelowała ten problem.

Kosmetyk bardzo ładnie pachnie - trochę przypomina gumę balonową. Wydaje mi się, że producent chciał przywołać zapach granatu, którego ekstrakt znajduje się gdzieś w środku składu, ale mi to bardziej przypomina jednak chemiczną gumę. Opakowanie jest tradycyjne - biała butelka z naklejką, która nie zachwyca, ale również nie jest brzydka. Mimo swej prostoty ładnie wygląda na wannie.
Pompka się nie zacina, dobrze dozuje produkt: możemy ją wcisnąć do samego końca jeżeli chcemy więcej kosmetyku lub do połowy przy krótszych włosach.

Jeżeli szukacie szamponu, który dobrze oczyszcza skórę głowy i jednocześnie nie wypłukuje farby z włosów to ten produkt jest dla Was. Można go kupić w 2 pojemnościach: 250 i 1200 ml. Ja za ten większy zapłaciłam w Hebe ok 120 zł. Jednorazowo jest to dość wysoka kwota jak na szampon, jednak w zestawieniu z jego wydajnością zdecydowanie zakup jest opłacalny.

Używałyście produktów marki Goldwell? Jakie są Wasze opinie?

środa, 17 maja 2017

Odżywczy olejek New Anna Cosmetics - recenzja

Witajcie,

Lato niestety cały czas nie chce w pełni do nas przyjść, a co się z tym wiąże moja skóra na dłoniach nadal wygląda jak wiór :( może nie jest tak tragicznie jak zimą, ale niestety stale zmagam się z przesuszonymi dłońmi. Będąc na targach Beauty Forum w Warszawie odwiedziłam (jak zwykle) stoisko New Anna Cosmetics. Zaopatrzyłam się nie tylko w nową linię do włosów Retro, ale również w Eliksir do rąk, który miał mi pomóc moim dłoniom. Czy tak się stało? Zapraszam do dalszego czytania.

Wchodząc na stronę producenta znajdziemy skromny opis:
"Naturalne eliksiry do rąk do idealna ochrona, odżywienie i nawilżenie dłoni. Dzięki specjalnie dobranym olejkom i witaminom skóra staje się miękka i gładka."

Może po kolei:
- opakowanie: szklana buteleczka z pipetką pozawala zachować higienę i dozować odpowiednią ilość olejku. Przy tego typu kosmetykach uważam, że jest to dobry pomysł, gdyż przy pompkach dozownik często może nam wycisnąć zbyt dużo produktu, a w tym przypadku używamy tyle ile w danym momencie potrzebujemy


- skład INCI : oliwa z oliwek, olejek z pestek sezamu, olej arganowy, zapach, estrowa forma wit E (nieszkodliwa, występuje w składnikach naturalnych), dalej niestety już substancje chemiczne.
Warto podkreślić, że w olejku znajduje się octan retinylu, który nie powinien być stosowany przez kobiety w ciąży.

- jak go stosuje? W zależności od potrzeb i wolnego czasu :) musimy pamiętać, że jest to olejek, więc nie wchłonie się od razu jak krem do rąk. Gdy mam więcej czasu (ok 40 min olejek potrzebuję na całkowite wchłonięcie się) lub aplikuje bezpośrednio przed snem wyciskam 6-7 kropli i rozsmarowuję na dłoniach mniej więcej 2-3 razy w tygodniu. Oczywiście przy mniej przesuszonych dłoniach ilość produktu można zmniejszyć. Przy 3-4 kroplach olejek całkowicie się wchłonie po ok 10 min.

- moje wrażenia: olejek stosuję od ok miesiąca, aplikując 3-4 razy w tygodniu. Ma bardzo ładny, delikatny zapach, który utrzymuje się całkiem długo na skórze. Niestety w 100% nie daje zadowalających mnie efektów, gdyż dalej się zmagam z przesuszoną skóra. Ale to jest niestety mój indywidualny i ciężki do okiełznania problem. Myślę, że przy skórze normalnej bądź suchej produkt sprawdzi się bardzo dobrze. Oczywiście nie jest to produkt dla osób, które lubią po nałożeniu mieć natychmiast wchłonięty produkt - tutaj potrzebujemy troszkę cierpliwości, ale to normalne przy olejach :)
Wolałabym, aby skład był bardziej naturalny, bez tych substancji na końcu. Aczkolwiek producent nie deklaruje, że jest to 100% olejów w olejku. To tylko taka moja osobista preferencja :)

Olejek kosztuje 11,99 za 30 ml. Myślę, że jest to dobra cena warto go wypróbować. Ja jeszcze będę próbowała go aplikować na stopy wraz ze skarpetkami (żeby nie zatłuścić pościeli). Może znajdę dodatkowe zastosowanie? :) Jak się sprawdzi dam Wam znać.
Co sądzicie o olejkach zamiast kremu do dłoni?

czwartek, 4 maja 2017

Moje rozczarowania ostatnich miesięcy

hej,

Dziś przychodzę trochę ponarzekać. Nie wszystkie produkty, które opisuje są dobre, niektóre są średnie, ale te które zamierzam Wam przedstawić niestety nie spełniły oczekiwań. Nawet nie zauważyłam ich działania..... Dobrze, że na przestrzeni kilku miesięcy to tylko 3 rzeczy :) Oczywiście, to że nie sprawdziły się u mnie to nie znaczy, że Was zawiodą. Ale jeżeli macie podobną skórę/włosy do moich - nie spodziewajcie się cudów.

Pierwszym produktem jest czereśniowa maska do włosów Kallos. Zdecydowałam się na nią po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii. Skład maski zachęca - nie jest długi, oczywiście nie jest również w pełni naturalny. Jedynym, roślinnym składnikiem aktywnym jest olej z pestek czereśni. Mi to nie przeszkadza, o ile substancje chemiczne zawarte w kosmetykach nie są groźne dla nas i naszego zdrowia. Maska ma za zadanie nawilżać i odżywiać nasze włosy, które po zastosowaniu staną się puszyste i miękkie.

Maska znajduje się w 1 litrowym opakowaniu wykonanym z plastiku. Przeszkadza mi jednak brak pompki, tym bardziej, że maska jest spora, więc zanim ją zużyjemy wiele razy zanurzymy w niej ręce :) chyba, że ktoś nakłada szpatułką. Zapach przypomina chemiczną wiśnię :) coś podobnego do kiedyś znanych gum do żucia Hubba bubba. Utrzymuje się na włosach ok 30 min. po spłukaniu maski, więc nie jest to większy problem dla osób, którym by przeszkadzał. Konsystencja jest budyniowata - przyjemnie się rozprowadza na włosach, nie ścieka.

I teraz najważniejsza kwestia - działanie. Niestety poza ładnym zapachem przez krótki czas po zmyciu nie zauważyłam większego wpływu na moje włosy. Oczekiwałam chociażby nawilżenia moich końcówek, które ostatnio mimo moich podatnych na przetłuszczenie włosów stały się suche. Plusem jaki mogę na siłę napisać jest brak dodatkowego przetłuszczenia jak to mam miejsce przy niektórych nawilżających maskach. Szkoda, bo za niewielkie pieniądze zapowiadała się całkiem porządna maska. Albo ja trafiłam na złą wersję. Może keratynowa lub z algami byłaby lepsza...? Może kiedyś jeszcze się skusze na inną wersję. Narazie muszę wykończyć tę co mam (a jest to trudne :)) plus parę innych które czekają na recenzje :)

Kolejnym produktem, który bardzo mnie zawiódł jest tusz do rzęs Yves Rocher o którym pisałam tu (link). W skrócie tylko dodam, że się kruszy, pozostawia efekt pandy. Za 57 zł (w cenie regularnej) można kupić lepszy produkt. Nie polecam i na pewno do niego nie wrócę

Ostatnim kosmetykiem jest CC Cream z firmy Max Factor. Jest to pierwszy produkt tej firmy na który się skusiłam przy okazji zeszłorocznych zakupów w Rossmanie na promocji -49%. Od razu napiszę, że bardzo się cieszę, iż nie kupiłam go w cenie regularnej, gdyż byłabym okropnie zła. Jestem jak wiecie posiadaczką skóry suchej, bez skłonności do niedoskonałości. Nie potrzebuje zatem wielkiego krycia - kremy CC się u mnie dobrze sprawdzają. Krem na miła konsystencję, sprawia wrażenie lekkiego. Dobrze się rozprowadza nie kawali i nie ściera. Nakładałam go palcami na krem nawilżający. Dlaczego mi się więc nie podoba?
Pierwszą rzeczą jakiej nie da się przeoczyć to zapach - produkt pachnie brudną, zgniłą ścierka do podłogi. Może to tylko mój egzemplarz, jednak skutecznie odstrasza i nie ma się ochoty na dalsze jego używanie. Postanowiłam dać mu jednak szansę i próbowałam go używać w weekendy, wiedząc, że nie będę spotkać się z ludźmi, bo niestety zapach się utrzymywał przez jakiś czas po nałożeniu. Ale tu kolejna przeszkoda..... Krem bardzo oksyduje na kolor różowy. Moja twarz zrobiła się o co najmniej 2-3 tony ciemniejsza i wyglądała jakbym dopiero co wróciła z długiego plażowania i spaliła sobie twarz. Tego było już za wiele. Zaraz po zrobieniu zdjęcia na potrzeby tego posta krem wylądował w koszu na śmieci.

Tak wyglądają moje rozczarowania ostatnich miesięcy. Jeżeli macie jakieś produkty, które się nie sprawdziły piszcie - może dzięki temu uda się uniknąć kilku zawodów. :)

środa, 26 kwietnia 2017

Uszlachetniający olejek do twarzy z olejem arganowym i kwasem hialuronowym - recenzja

Cześć,

Dziś chciałabym Wam przedstawić kolejne odkrycie w mojej pielęgnacji, który na stałe zagości w mojej łazience. Mimo, iż znalazłam już swój żel do mycia twarzy będąc na zakupach w Rossmanie postanowiłam wypróbować coś nowego, innego, coś czego jeszcze nie używałam. Wybór padł na olejek do mycia twarzy Bielendy. Jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii - zapraszam do dalszego czytania.

Firmę Bielenda znam i stosuję jej produkty już od wielu lat, lecz te z linii profesjonalnych, przeznaczonych do gabinetów kosmetycznych. Bardzo lubię ich preparaty do zabiegów na ciało jak i maski algowe. Chyba dlatego skusiłam się na ten olejek. Jak wiecie do tej pory używałam żelu do mycia twarzy Yves Rocher (recenzja znajduje się już na blogu - link), jednak w cenie regularnej jest on dość drogi w porównaniu do wydajności produktu. Postanowiłam zatem poszukać jakiegoś tańszego zamiennika. Olejek kupiłam w promocji - 13 zł za 140 ml. Produkty przeznaczony jest do cery suchej, skłonnej do utraty nawilżenia, jędrności i elastyczności. Dzięki składnikom w nim zawartym ma skutecznie rozpuszczać makijaż, oczyszczać skórę z zanieczyszczeń, odświeżać, jednocześnie nie obciążając jej i pozostawiając miękką w dotyku. Czy to, co deklaruje producent jest prawdą?

Olejku używam już około miesiąc czasu i muszę przyznać, że z moją bardzo suchą skórą radzi sobie rewelacyjnie. Buzia po umyciu pozostaje nawilżona, lekko natłuszczona, ale nie lepiąca, a przede wszystkim nie czuję ściągnięcia mimo kontaktu skóry z wodą. Spokojnie mogę nie użyć na noc kremu (jeżeli już nie mam ochoty i czasu na moją rutynową wieczorną pielęgnację) i wiem, że nie będę odczuwała nieprzyjemnej suchości. Dobrze domywa makijaż z twarzy (oczy zmywam płynem micelarnym), a buzia pozostaje gładka i miła w dotyku.


Jak go stosuje?
Najpierw wykonuje wstępny demakijaż oczu i twarzy płynem micelarnym, następnie przechodzę do oczyszczania olejkiem.
Zgodnie z zaleceniem producenta - na zwilżone dłonie pompuję olejek (1 pompka) i rozcieram w dłoniach. Wówczas powstaje lekka, biała emulsja, którą dopiero myję buzię. Całość zmywam wodą i następnie tonizuję skórę - dzięki tej czynności również widzę, że makijaż jest dobrze zmyty.

Opakowanie jest wykonane z miękkiego plastiku, z pompką, która tylko raz na samym początku mi się zacięła, ale już nie mam z nią problemów. Czasem tylko "pluje" produktem na większą odległość, więc musimy być czujne :) Jedynym minusem jaki widzę to wydajność. Byłam przekonana, że produkt w formie olejowej wystarczy na znacznie dłużej. Przy codziennym stosowaniu wystarczy na ok 4-5 tyg. (czyli mniej więcej tyle samo ile żel w Yves Rocher, którego jak mi się wydaje używałam jednorazowo większą ilość).

Jeszcze na koniec dwa słowa o składzie, gdyż jest on dość krótki. Na pierwszym miejscu znajduje się parafina, która wiem, że przeraża wiele z Was. Moim zdaniem produkt, który jest na twarzy kilkanaście sekund nie spowoduje zapchania, nawet z parafiną na początku składu :) dodatkowo znajdziemy również olej sojowy, arganowy, palmowy oraz kwas hialuronowy. Przeglądając blogi innych dziewczyn, które opisywały ten produkt zauważyłam, że skład został ograniczony - jest mniej rodzajów olejów, ale i mniej chemii. Dla mnie zmiana na plus.

Stosowałyście ten olejek? Jakie są Wasze opinie? A może polecanie inny dobry produkty do mycia twarzy?

czwartek, 6 kwietnia 2017

Natura w kosmetykach - olej konopny. Recenzja kremu do twarzy India Cosmetics


hej,

Jakiś czas temu rozpoczęłam na blogu nową serią - Natura w kosmetykach. Opisałam w niej olej konopny oraz kilka produktów z tym składnikiem, które się u mnie sprawdziły. W dniu dzisiejszym udało mi się wykończyć kolejny produkt - krem do twarzy i jeszcze na gorąco spieszę do Was z moją opinią. Jeżeli jesteście ciekawe, zapraszam do czytania.

Krem do twarzy dla cery dojrzałej jest kolejnym produktem tej firmy, z którego (od razu mogę zdradzić :)) jestem zadowolona. Po ukończeniu serum, o którym pisałam tu (link) bardzo chętnie sięgnęłam po kolejny produkt. Krem zapakowany jest w zwykły, plastikowy pojemnik, zabezpieczony na górze sreberkiem, dzięki czemu mamy pewność, że produkt nie był wcześniej otwierany. Teraz na stronie producenta widziałam zmienione, szklane opakowanie. Oprócz olejku konopnego zawiera: arganinę, wit. E, niacynę. Dzięki tym składnikom krem ma nawilżać i uelastyczniać skórę, opóźniać jej starzenie, łagodzić podrażnienia i działać przeciwrodnikowo. Cały skład kremu nie zachwyca, ale i nie jest tragiczny. Widziałam wiele droższych kosmetyków z gorszym składem. Produkt bardzo ładnie się wchłania, nie pozostawiając tłustego filmu i już po ok 5 min od aplikacji możemy nakładać podkład. Kolejnym atutem jest to, że nałożone na niego produkty (podkład, korektor, puder) nie ważą się ani nie rolują. Makijaż ładnie się utrzymuje przez cały dzień. Co ważne po wykonaniu demakijażu skóra nie jest przesuszona, zachowuje swoją elastyczność i blask.


Po około miesiącu stosowania zauważyłam różnicę w wyglądzie skóry. Może zmarszczki nie zostały zlikwidowane (ale się również nie powiększyły), za to cera nabrała promiennego wyglądu, blasku i nie wyglądała na przesuszoną. Dodatkowo stała się jędrna i napięta. Zapach, tak jak w przypadku serum jest neutralny. Typowo kremowy, bez dodatku substancji aromatyzujących, co według mnie jest dodatkowym plusem, gdyż kosmetyk może być używany przez osoby uczulone na tego typu składniki.

Opakowanie o pojemności 50 ml kosztuje 29.99 zł. Wg. mnie bardzo dobry stosunek jakości do ceny :)
Produkty z serii India Cosmetics możecie kupić tu: Sklep India Cosmetics

Używałyście produktów z tej serii? Jakie są Wasze odczucia, opinie?

piątek, 13 stycznia 2017

Natura w kosmetykach - nowa seria na blogu

Cześć,

Dziś chciałabym zainteresować Was nową serią na blogu: „Natura w kosmetykach”. Będę opisywać w niej składniki aktywne znajdujące się w kosmetykach pochodzenia naturalnego. Oczywiście do każdego składnika aktywnego będę starała się dobrać  kosmetyki, w których możemy je znaleźć i moje opinie na ich temat.

Swoją serię chciałabym rozpocząć (może trochę kontrowersyjnie :)) od oleju konopnego.

Olej konopny – olej idealny?

Coraz częściej słyszy się o wykorzystaniu olei konopnych w kosmetyce. Są składnikiem nie tylko balsamów, ale również szamponów, odżywek, balsamów do ust. Będąc na wycieczce w Czechach zauważyłam  kilka punktów, gdzie były sprzedawane tylko wyroby z olejami konopnymi (oczywiście skusiłam się na jeden, ale o tym w następnych postach). Czy zachwyt nad jego właściwościami jest uzasadniony? Czy to po prostu „moda” na kolejny składnik aktywny? W dzisiejszym wpisie postaram się przybliżyć Wam  jego właściwości i ocenić, czy rzeczywiście jest czym się zachwycać.
Najpierw trochę teorii……
Olej konopny dodawany do kosmetyków nie ma nic wspólnego z tym, który ma działanie narkotyczne.
Składa się z:
- 75 % niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT): kwas linolowy i alfa-linolowy
- kwas oleinowy, palmitynowy, gamma-linolenowy, arachidonowy i eikozanowy.
- przeciwutleniacze1
- proteiny, aminokwasy,
- karoten
- fitosterole
- fosfolipidy
- minerały: Ca, Mg, S, K, Fe, Zn i P
- witaminy: A, D, E, K.


Właściwości i zastosowanie oleju konopnego w kosmetykach:

Dzięki zawartości powyższych składników olej jest jednym z najlepiej nawilżających substancji. Do tego nie pozostawia tłustego filmu na skórze - ideał, prawda? Używany jest bezpośrednio na skórę lub jako dodatek w kosmetykach: do kremów, mleczek, szamponów, mydeł. Oczywiście wyśmienite rezultaty daje również stosowany na włosy – odżywia je i wzmacnia. Używany może być zarówno przez osoby posiadające skóry tłuste, gdyż reguluje wydzielanie sebum, jak i suche dzięki właściwościom nawilżającym. Z powodzeniem również zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, dzięki zawartości NNKT (niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe). Kwasy te również zapobiegają utracie wody przez naskórek. Nawet alergicy znajdą coś dobrego dla siebie: olej konopny łagodzi stany zapalne w chorobach skórnych np.: łuszczyca, trądzik, egzema, zapobiega świądowi skóry przy stanach alergicznych. Dzięki jego delikatnym właściwościom może być stosowany bezpośrednio na skórę.

Podsumowując: w mojej opinii olej konopny jest olejem idealnym. Ma bardzo dobry wpływ na naszą skórę, może być stosowany przez każdy rodzaj cery (oczywiście przez alergików mających uczulenie na ten składnik – nie). Na dzień dzisiejszy jestem w trakcie używania 2 kosmetyków i już zużyłam parę  innych .  Jeżeli jesteście ciekawe mojej opinii i co to były za kosmetyki zapraszam do dalszego czytania :)

Pierwszy raz z firmą India Cosmetics spotkałam się na Beauty Forum w Warszawie. Jako nowość, stoisko wzbudziło moje zainteresowanie. Po 5 minutach rozmowy ze sprzedawcą i zachwalania produktów skusiłam się na parę kosmetyków, m.in.: serum do twarzy i szampon do włosów.

Szampon do włosów z olejem konopnym – India Comsetics

Szampon od razu wpadł mi w oko ze względu na opakowanie. Butelka biała, 400ml, z naklejką firmy i rysunkiem liści konopi. Mi jednak skojarzyła się z butelkami na mleko, które były sprzedawane jak byłam jeszcze dzieckiem. Zakup na zasadnie dobrego skojarzenia? Czemu nie :)
Producent obiecuje, iż właściwości oleju konopnego wygładzą włosy, nadadzą im miękkość, połysk i zdrowy blask. Dodatkowo (jak wspomniałam wcześniej) olej zadziała nawilżająco.  D-panthenol zmniejszy tendencję do rozdwajania końcówek. Z kolei nawilżenie zapewni nam olej, d-pantenol oraz kolagen zawarty w szamponie. Zdecydowanie zatem jest to szampon dla suchych włosów. Ja mimo swoich przetłuszczających się postanowiłam go wypróbować. Poniżej kilka moich odczuć:
- szampon dobrze się pieni (teoretycznie lepiej byłyby, gdyby tego nie robił, aczkolwiek chyba każda z nas lubi pieniące się szampony :)),
- ma przyjemny, delikatno-ziołowy zapach, który nie drażni,
- po umyciu włosy rzeczywiście są nawilżone, gładkie, dobrze się rozczesują i układają.
Po kilku stosowaniach wydają się również być odżywione. Myję włosy co drugi dzień i w tym przypadku nie musiałam myć częściej ze względu na duże przetłuszczenie.
Warto dodać, że butelka mimo iż 400 ml dobrze leży w dłoni, nie wyślizguje się. Naklejka również po wielkokrotnym zamoczeniu wodą nie zmyła się ani  nie odkleiła. Dzięki zamknięciu typu clik szampon nie wylewa się na boki, dozuje się go taką ilość jaką chcemy.
Generalnie chociaż szampon nie jest przeznaczony do mojego typu włosów oceniam bardzo pozytywnie. Koszt również nie jest wysoki – ja za swoją sztukę dałam ok. 10 zł (ze względu na dużą ilość zakupów), na stronie producenta jest dostępny w cenie 19,99 zł.
Musicie wybaczyć – zapomniałam zrobić zdjęcie, a opakowanie wyrzuciłam :(

Drugim produktem z tej firmy jest serum do bardzo suchej skóry twarzy i dłoni. Nie ukrywam, że pierwszy raz spotkałam się z tego typu produktem (a uwierzcie miałam ich wiele). Ale po kolei…

Opakowanie jest w takiej samej szacie graficznej co pozostałe kosmetyki – zwykła tubka z naklejką tytułowej konopi. Zamknięcie typu klik jak w przypadku szamponu dozuje nam odpowiednią ilość produktu, serum nie rozlewa się na boki i nie spływa po opakowaniu.



Co mnie zdziwiło to konsystencja serum. Każde serum, którego używałam miało konsystencję lejącego, przeźroczystego żelu. W tym przypadku jest inaczej – z tubki wylatuje produkt konsystencji białego, lekkiego kremu. Z racji tego, iż jest nietypowy, ja również używałam go nietypowo – co dzień rano i wieczorem, bez dodatkowych produktów (kremów).  Bardzo ładnie się wchłaniał, nie pozostawiał filmu, nie łuszczył się  i nie topił na słońcu. Doskonalone sprawdza się jako baza pod podkład. Nie miałam najmniejszego problemu z rolowaniem się podkładu lub korektora. Serum jest również wydajne – stosowałam go ok. 2 miesięcy. Moja buzia była nawilżona, sprężysta i w dobrej kondycji. Produkt mnie nie uczulił, nie powodował podrażnień. Tak bardzo przypadł mi do gustu, że pierwszy raz w życiu przecięłam tubkę (widać na zdjęciu) i wybierałam kosmetyk znajdujący się na ścianie tubki.

Z czystym sumieniem mogę polecić ten produkt cerom suchym i bardzo suchym jako zamiennik kremu lub „wspomagacz” nawilżenia na kilka razy w tygodniu. Ja chętnie sięgnę po niego jeszcze nie raz.

Pojemność: 50 ml kosztuje 19,99 zł.

W dalszej części serii będę przedstawiać kolejne produkty z olejem konopnym tej firmy i nie tylko, gdyż trochę mi się ich uzbierało :)

Testowałyście kosmetyki z olejem konopnym? Jakie są Wasze odczucia? Może macie jakiegoś ulubieńca?

czwartek, 15 września 2016

Recenzja balsamu ultranawilżającego Eveline Cosmetics



Zarówno w okresie letnim jak i po nim szczególnie ważne jest dobre nawilżenie skóry. Letnie kąpiele morskie i słoneczne dają się we znaki naszej skórze. Dlatego istotne jest stosowanie kremów z wysokimi filtrami, ale również stałe nawilżanie naszej skóry. Z doświadczenia wiem, że ciężko znaleźć dobry balsam. Niektóre się nie wchłaniają, inne łuszczą, jeszcze inne pozostają lepkie na skórze. Poniżej chciałam przedstawić balsam, który sprawdził się u mnie w cieplejsze i chłodniejsze dni. Nie spełnia oczywiście w 100% zapewnień producenta, ale jako ultralekki balsam na upalne dni sprawdza się znakomicie.



Produkt kupujemy w zwykłej, białej butelce z pompką. Pompka jest bardzo dobrym pomysłem, gdyż nie zanieczyszczamy kosmetyku poprzez aplikację bezpośrednio z opakowania, oraz ułatwia dozowanie. Balsam ma pojemność 500 (moja butelka ma 30% produktu gratis), więc na pewno wystarczy nam na długo. Gorzej jak się z nim nie polubimy….

Konsystencja jest lekka i przyjemna w stosowaniu. Balsam bardzo dobrze się rozsmarowuje i niemal natychmiastowo się wchłania (mam suchą skórę), nie pozostawia lepkiej warstwy i nawet w upalne dni się nie wałkuje i nie spływa, co jest jego niewątpliwą zaletą. Jest również prawie bezzapachowy (przypomina krem Nivea), wiec będzie idealny dla osób preferujących lekkie zapachy w kosmetykach.
Producent zapewnia o superskoncentrowanej, szwajcarskiej formule, o przedłużonym 24 godzinnym działaniu nawilżającym, zmniejszającym szorstkość i łuszczenie skóry. Balsam zawiera składniki aktywne takie jak:
- kwas hialuronowy – myślę, że tego składnika nie muszę przedstawiać. W Składzie znajduje się w połowie spisu, wiec jak na tak taki produkt wysoko.
- masło shea – przeciwdziała wysuszeniu i utracie wody. Regeneruje i zmniejsza uczucie szorstkości. Masło znajduje się troszkę bliżej niż w środku długiej listy składników aktywnych, więc nie jest źle :)
- olej kokosowy – silnie odżywia i nawilża skórę. Tu na samym początku składu, a mimo to konsystencja balsamu nie jest ani trochę tłustawa.
- mocznik (urea) – mocznik przenika przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu nawilża, zmiękcza, a w większych stężeniach (tu jest drugi w składzie złuszcza zrogowaciały naskórek.
Wit A+E+F – wit A - Wyraźnie poprawia wygląd skóry, uelastycznia, odmładza. Wit E - poprawiają elastyczność naskórka, hamują proces starzenia poprzez neutralizację wolnych rodników. Wit F – odżywia i nawilża.

Ogólnie balsam oceniam na dobry. Przy regularnym stosowaniu balsam rzeczywiście nawilża (może nie na 24H), stan skóry jest wyraźnie poprawiony. Nie zauważyłam występowania suchych skórek, skóra wydaje się miękka i gładka. Według mojej opinii będzie się nadawał do wszystkich skór (może poza bardzo suchymi, aczkolwiek tu bym zaryzykowała zakup i częstsze stosowanie), bardzo ładnie się wchłania i nie pozostawia tłustych, lepkich warstw. Szczególnie polecam na lato, gdyż w zimę możemy używać czegoś „cięższego” w konsystencji.


Cena: ja za moje opakowanie 500 ml zapłaciłam ok 20 zł.


Stosowałyście balsamy tej firmy? Czekam na Wasze opinie i polecenia :)

poniedziałek, 12 września 2016

Tanio nie znaczy źle - recenzja szponów New Anna Cosmetics

Większość z nas ma przeświadczenie, iż za dobry produkt trzeba dużo zapłacić. Ale czasami nawet za parę złotych możemy znaleźć produkt warty uwagi. O czym mowa? Jeżeli jesteście ciekawe zapraszam do czytania dalej :)

Swoje zakupy kosmetyczne, za wyjątkiem produktów zużywanych na bieżąco, robię zawsze na targach kosmetycznych Beauty Forum. W tym roku moją uwagę zwróciła polska firma, którą pierwszy raz widziałam na targach – New Anna Cosmetics. Bardzo miła Pani zaczęła zachwalać (jak to zawsze sprzedawczynie ;)) szampony firmy i prezentować zapachy. Od pierwszego powąchania ujął mnie zapach szamponu Granat + palma sabałowa. Gdy zapytałam o cenę nie uwierzyłam…. 3 zł za butelkę 300 ml. Pomyślałam: a co mi tam, najwyżej będę miała do mycia pędzli. Bardziej dla miłej Pani niż z potrzeby zakupiłam 3 sztuki po 300 ml i 1 sztukę większą, o zapachu wiśni. Ale teraz o 3 szamponach 300ml, które już używałam/zużyłam.

Jak już pisałam zakupiłam 3 rodzaje szamponów:

Granat + ekstrakt z palmy sabałowej – przeciw wypadaniu włosów, nadający obojętności ekstrakt z palmy sandałowej zapobiega tworzeniu się DTH (hormon, który odpowiada za wypadanie włosów), co zapobiega wypadaniu włosów.

Mięta + limonka – do codziennej pielęgnacji wszystkich typów włosów. Nawilża, regeneruje włosy nadając im lekkość i świeżość.

Mango + lychee – odżywcza i nawilżająca kuracja dla włosów suchych i normalnych. Wzmacnia, chroni przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych. Włosy stają się miękkie i śliniące.



Już dla samego zapachu szampony zachęcają do używania. Niestety nie zauważyłam mniejszego wypadania (akurat w trakcie używania borykałam się z nadmiernym wypadaniem moich włosów), dodania objętości, czy wzmocnienia. Ale, co bardzo ważne szampon nie spowodował większego wypadania (a takie historie już przeżywałam przy bardzo drogich szamponach), wzmożonego przetłuszczania się włosów (a moje niestety się przetłuszczają dość mocno, nawet przy szamponach dedykowanych do tego rodzaju włosów), nie uczulił. Moje włosy zachowywały się jak po droższych szamponach drogeryjnych np. Fructis, Nivea, Shauma, czy nawet dużo droższych typu Revlon przeznaczonymi do salonów fryzjerskich (recenzja już niedługo).
Dlaczego więc płacić kilkanaście złotych, jak mamy tą samą jakość za dużo niższą cenę?

Opakowanie niczym się nie wyróżnia. Ot, zwykła biała butelka z naklejką z przodu. Szampon dobrze się dozuje, nie rozlewa na boki pojemnika. Jest dość wydajny – na moje włosy długości do łopatek nakładałam ilość dużej łyżki. Niestety zapach nie utrzymuje się tak długo jak bym sobie tego życzyła (po jakiś 30 minutach nie czuć go na włosach), ale nie wymagajmy też za dużo :)
Jak dla mnie super. Na pewno zakupię kolejne opakowania przy okazji targów :)

W jednej z aptek Internetowych znalazłam cenę regularną: za 300 ml – 6,90 zł, więc dość przystępna cena.


Stosowałyście produkty tej firmy? Jakie są Wasze opinie?


wtorek, 23 sierpnia 2016

Zabieg keratynowy Encanto - czy warto?


Niejedna z nas marzy o pięknych, gładkich i lśniących włosach. Takich, które się nie puszą, zawsze wyglądają na świeże i zadbanie, nie wypadają. Niestety ciągłe modelowanie, suszenie, używanie produktów do stylizacji przyczyniają się do pogorszenia kondycji naszych włosów. Jak zatem osiągnąć złoty środek? Zdrowe włosy bez konieczności wyglądania jak poniższa kura?



Dziś chciałam podzielić się z Wami efektami keratynowego prostowania włosów. Wiem, że są zwolenniczki i przeciwniczki tego zabiegu, ale nie można zaprzeczyć, że efekty są rewelacyjne. Sam zabieg  trwa ok. 3-5h w zależności od długości włosów, a rezultat utrzymuje się od 2 do 6 miesięcy. Cena uzależniona jest od długości włosów - koszt zabiegu w salonie fryzjerskim waha się do 600 do 1000 zł.

Keratynowe prostowanie włosów – na czym polega?

Zacznijmy od tego, że wyprostowanie włosów jest efektem ubocznym zabiegu, aczkolwiek myślę, że 99% kobiet wykonuje go właśnie ze względu na ten efekt.  :) Sam w sobie zabieg polega na dostarczeniu keratyny (naturalnego budulca włosów)  do włosa i wypełnieniu jej niedoboru. Za pomocą prostownicy nagrzanej do 200-230 stopni wprowadzamy preparat wgłąb włosa. Pod wpływem ciepła łuski włosa otwierają się, a keratyna wnika w ich strukturę i dokładnie wypełnia ubytki. Następnie trzymamy preparat 30 min na włosach, łuski włosa zostają zamknięte, a ich struktura zostaje zrekonstruowana. Efektem jest natychmiastowe odżywienie, regeneracja i tytułowe prostowanie. W związku z tym zabieg jest alternatywą dla prostowania prostownicą czy sztucznych, chemicznych preparatów prostujących. Zabiegowi może poddać się każdy kto chce mieć odżywione i piękne włosy. Najlepsze efekty uzyskujemy przy cienkich i puszących się włosach.

Bardzo ważne jest, aby:
- Na 2 tyg. przed i po zabiegi nie farbować ani nie obcinać włosów
- Po zabiegu myć włosy szamponami bez SLS i SLES (detergenty syntetyczne), parabenów, gdyż przyspieszają one wypłukiwanie się keratyny z naszych włosów.
- zrezygnować z produktów do stylizacji zawierających alkohol, gdyż wysuszają one włosy
- niektóre źródła podają, aby po zabiegu nie myć głowy przez 2-3 dni
- możemy spotkać się z opiniami, aby nie wiązać gumką  i zagniatać włosów przez pierwsze 3 dni po wykonaniu zabiegu.

Do dwóch ostatnich punktów mam mieszane uczucia, gdyż wiązałam włosy po zabiegu i nie zauważyłam załamań, czy zagnieceń włosów.

Teraz trochę ode mnie:

Zabieg wykonuję na sobie oraz klientkach już ponad 3 lata. Na własnych włosach z częstotliwością co 4-6 miesięcy, wtedy gdy widzę pogarszającą się kondycje moich włosów.  Zabiegi wykonuję preparatami firmy Encanto.
Po zabiegu poza oczywistym wyprostowaniem włosów, są one gładkie, nawilżone (śliskie w dotyku), zregenerowane, nie puszą się gdy jest wilgoć. Niestety u mnie całkowicie proste włosy zostają na około miesiąc od zabiegu. Według mnie jest to kwestia grubości włosów. Skoro najlepiej zabieg trzyma się na słabym i cienkich, to na grubych będzie niestety gorzej. Ale ja jestem chyba w tym 1% kobiet, które go wykonują ze względu na walory pielęgnujące :)
Doradzam również, aby za każdym razem po umyciu włosów dokładnie je wysuszyć. Jest to bardzo ważne, gdyż w przypadku włosów podatnych na skręt w wilgotnych warunkach zaczną się po prostu falować.

Na zdjęciu możecie podziwiać efekt prostowania wykonany na mojej klientce.




Co sądzicie o tym zabiegu? Należycie do zwolenniczek, czy przeciwniczek?


czwartek, 30 czerwca 2016

Prawie idealny krem - Organique Eternal Gold

Prawie od 10 lat poszukuję idealnego kremu…. Tego jednego jedynego….. i niestety na dzień dzisiejszy mi się to nie udało :( ale dzięki tym poszukiwaniom znalazłam bardzo dobry krem, który mogę z czystym sumieniem polecić posiadaczkom cer suchych i bardzo suchych. Jeżeli jesteście ciekawe – zapraszam do dalszego czytania :)

Firma Organique jest mi znana już od bardzo dawna. Do dnia dzisiejszego próbowałam jedynie ich maseł do ciała i niestety żałuję…. W serii Eternal Gold znajdują się dwa, w mojej opinii bardzo dobre produkty: krem pod oczy i krem do twarzy. Seria polecana jest dla skóry dojrzałej, jednak ja jako posiadaczka skóry bardzo suchej odczuwam efekty starzenia znacznie wcześniej. Chcąc pozbyć się pierwszych zmarszczek (szczególnie pod oczami) zdecydowałam się na zakup.

Golden anti aging cream – krem bogaty w dużą ilość składników aktywnych (z resztą jak większość produktów tej firmy). Znajdziemy w nim m.in. olej z soi, masło shea, ekstrakt z owoców: maliny, truskawki, kiwi, jabłka, brzoskwini, papai, ogórka oraz lawendy. Krem mimo iż nawilżający, nie jest jak większość produktów tego typu. Duża ilość składników aktywnych jest wyczuwalna – nie jest to zwykły krem oparty na wodzie, glicerynie, który momentalnie wchłania się jak woda. Przy aplikacji czujemy, że wsmarowujemy „coś więcej”. Według producenta krem jest bardzo nawilżający, przeciwzmarszczkowy, napinający i wygładzający. Przy sumiennym stosowaniu rano i wieczorem skóra wygląda na zdrową, promienną, nawilżoną. Krem nadaje się idealnie jako baza pod makijaż (podkład aplikowałam ok. 8 min po nałożeniu kremu, po jego całkowitym wchłonięciu). Niestety nie zauważyłam zmniejszenia zmarszczek. Gdyby nie to uznałabym krem za idealny. Cena jest również przystępna jak na jakość kremu – za 50 ml zapłacimy 99 zł. Dodam, iż kremik jest wydajny - wystarczył ma na prawie 3 miesiące.



Golden anti wrinkle eye cream – krem pod oczy również jest oparty na naturalnych składnikach jednak porównując skład z kremem do twarzy jest ich mniej. Przy regularnej aplikacji doskonale nawilża i odżywia okolice oczu. Dzięki temu ani podkład ani korektor nie waży się, a po przypudrowaniu doskonale trzyma się cały dzień. Mimo iż nie zmniejszył/zniwelował zmarszczek pozostawił skórę w bardzo dobrej kondycji. Na pewno kupię go ponownie.

Oba kremy są zapakowane w ładne tekturowe opakowanie, a sam słoiczek jest wykonany z grubego szkła, także mimo upadku nic się nie potłucze (ewentualnie poza terakotą :)). Krem ma delikatny zapach i nawet osobom nie lubiącym zapachowych kosmetyków na pewno się spodoba.

Używałyście produktów Organique z tej serii? Przypadły Wam do gustu? Napiszcie, jakie są Wasze ulubione kremy.

czwartek, 23 czerwca 2016

Demakijaż – co dzienna przyjemność, czy przykra konieczność? Porównanie płynów micelarnych Dermedic Hydrain i Lireac

Skuteczny demakijaż jest podstawą pielęgnacji skóry. Oczywiście każda kobieta ma swój własny, ulubiony sposób usuwania makijażu, używając swojego ulubionego preparatu. Są zwolenniczki płynów micelarnych, mleczek, pianek, a także zwykłego mydła z wodą. Jeżeli jest to sposób dobry dla skóry – dlaczego nie?

Dziś chciałabym omówić 2 preparaty, które ostatnio stosowałam do demakijażu. Jeden z nich sprawił, że ta prosta niby czynność stała się koszmarem……

Płyn Micelarny Dermedic Hydrain+ 



Preparat w swoim składzie zawiera m.in. wodę termalną, kwas hialuronowy, co jest jego zdecydowaną zaletą. Posiada również alantoinę, która ma działanie łagodzące, przez to preparat również nie podrażnia skóry. Według producenta płyn zmywa makijaż i wszelkie zanieczyszczenia pozostawiając uczucie świeżości i czystości nie podrażniając przy tym oczu, zmiękcza i utrzymuje nawilżenie warstwy rogowej skóry, nie zatyka porów. Rzeczywiście moja skóra i oczy nie zostały podrażnione, nie zapchał również porów. I tu chyba kończą się jego zalety…..

Płyn oczywiście zmywa makijaż, ale bardzo słabo. Przy demakijażu oczu ilość rzęs jaką straciłam próbując zmyć tusz (nie wodoodporny!) jest ogromna. Przy pierwszym dotknięciu płatków kosmetycznych zwilżonych naszym płynem, przytrzymaniu przy rzęsach, żeby tusz się rozpuścił i usunięciu go, zmyłam może połowę tuszu nałożonego na rzęsy. I nie byłoby z tym problemu, gdyby nie to, że przy drugiej próbie tusz został tak rozmazany, że przypominał dwa wielkie siniaki pod oczami. Co najgorsze próbując usunąć te plamy zacierałam tylko skórę, a one nadal zostawały. Przy użyciu innego płynu – zniknęły natychmiastowo. To jest jego wielki minus, gdyż cały demakijaż oczu zajmował mi 3 razy tyle czasu ile powinien i dodatkowo musiałam nabyć nowy preparat, żeby usunąć pozostałości, które nie zostały zmyte.

Podsumowując, płyn zdecydowanie nie spełnia moich oczekiwań i na pewno nie sięgnę po kolejną buteleczkę. Cena również nie jest najniższa, gdyż za 100 ml płacimy ok 14 zł. Biorąc pod uwagę cenę i jakość produktów do demakijażu Garnier’a jest to po prostu nie opłacalny zakup. Jakie są Wasze doświadczenia z tym produktem? Podobne, czy ja po prostu trafiłam na pechową partię? 

Owym płynem, który ratował „katastrofę” na mojej buzi był Lireac DÉMAQUILLANT DOUCEUR - Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu. Jest to mój pierwszy produkt tej firmy. Płyn ma delikatny zapach, który wg. mnie nie będzie drażnił osób nielubiących kosmetyków zapachowych. Przy delikatnym makijażu oka usuwa wszystko bez zastrzeżeń, przy makijażach wieczorowych nie sprawdza się w 100%. Płyn nie podrażnia, nie wysusza i nie ściąga skóry. Ja po demakijażu skóry myję twarz żelem do twarzy. Ta kombinacja pozwalała mi zmyć cały makijaż pozostawiając skórę gotową do tonizowania i nałożenia kremu.


Płyn nie zawiera alkoholu, przez co nie wysusza skóry. Dodatkowo zawarte w nim substancje czynne takie jak wyciąg z kwiatów lnu i malwy, które mają właściwości nawilżające. Producent pisze, że płyn nie wymaga spłukiwania. Po demakijażu moja skóra było trochę lepka, więc nie wyobrażam sobie nie użycia żelu do mycia twarzy. Ogólnie płyn oceniam na dobry. Cena nie jest najniższa – za produkt 200 ml zapłacimy ok 55 zł.

Następny w kolejce do testów jest Płyn Micelarny z olejkiem – nowość firmy Garnier. Chcecie recenzję?

środa, 18 maja 2016

Recenzja kremu do stóp Podologic med+

Nareszcie! Mróz odpuścił ;-) Nie wiem jak Wy, ale ja nie znoszę zimy. Nie tylko dlatego, ze jest po prostu zimno. Głównie dlatego, że moja skóra jest szara, szorstka, wysuszona od centralnego ogrzewania i domaga się słońca!
Szczególnie teraz kiedy słońce coraz częściej zagląda nam w okna, moje pięty wołają o pomstę do nieba… ale mam na nie niezawodny produkt! Jest to krem Podologic med.+.
Już po pierwszym użyciu skóra jest miękka i gładka (no dobrze, zależy do jakiego stanu doprowadziłyście pięty przez zimę :p), a po regularnym używaniu, np. po tygodniu stópki są po prostu boskie! Potem wystarczy smarować raz na jakiś czas w celu podtrzymania efektu :-)
W składzie znajdziemy m.in.: wosk pszczeli, olej z pestek sezamu, olej z eukaliptusa i mocznik dzięki, któremu nasze stópki będą miękkie i miłe w dotyku.
Jednak krem nie jest dobry dla kobiet w ciąży i kobiet karmiących ze względu na zawartość: BHA, EDTA.
Tylko niewielka ilość kremu nałożona na stopy działa, przez co krem mimo pojemności starcza na jakiś czas. Wmasowujemy równomiernie krem na stopach, zakładamy skarpetki SPA i  możemy iść spać. Krem zrobi za nas całą pracę, kiedy my regenerujemy się po ciężkim dniu :D

Czy to nie cudowne?!?!?!?!

Nie lubię tłustych, klejących i marzących się kremów. Ten jest leki, wydajny i ma przyjemny zapach.

Nazwa Podologic med.+
Cena: ok 13,50 zł
Pojemność: 100 ml
+ trzeba kupić skarpetki SPA

Wg mnie jest to największe (moje) odkrycie, jeżeli chodzi o pielęgnację stóp.

Teraz malujemy pazurki i jesteśmy gotowe na sandałki!!! :-)